Wbrew wszelkim dyskusjom i informacjom medialnym wizerunek każdego z nas jest złożonym
i indywidualnym sposobem porozumiewania się ze światem zewnętrznym. Nie warto więc manipulować nim i zmieniać skórę jak kameleon.
A jeżeli tak, to znaczy, że w przeważającej mierze wizerunek zależy nie od spin-znachorów czy spam-doktorów, ale od nas samych. Od tego kim jesteśmy w sensie osobowościowym, czyli jakie odebraliśmy wychowanie domowe(dawniej określane kindersztubą), jakie kończyliśmy szkoły i na jakich trafiliśmy wychowawców, którzy podsuwali nam lektury, formy zachowań, kryteria wyboru, a w końcu systemy wartości. Oczywiście należy budować i rozwijać umiejętności komunikowania siebie, ale żeby zakomunikować siebie trzeba generalnie być, a najlepiej być sobą. To znaczy odbyć nad sobą refleksję, zrozumieć siebie żeby w ogóle było o czym mówić.
Większości uczestników życia publicznego i politycznego – tego zwłaszcza – takiej refleksji wyraźnie brakuje. Powstaje wtedy sytuacja w której jedynym tematem rozmowy(a raczej wymiany ciosów w tzw „debacie publicznej”), pozostaje kondycja moralna przeciwnika, albo jego sposób postępowania. Oczywiście najlepiej jest powiedzieć coś „wyrazistego”, w „krótkiej formie” i bez specjalnej dbałości o logikę, prawdę czy zdrowy rozsądek. O bardziej wysublimowanych kryteriach nawet nie wspomnę. Dlatego najskuteczniejszym, więc i najczęściej stosowanym zabiegiem jest: „splunąć w twarz przeciwnikowi” i poinformować go przy tym, że z takim co to z oplutą gębą chodzi nikt poważny i godny dyskutował nie będzie.
Gdy się jest kobietą można – najlepiej publicznie – zapłakać i załamać ręce. Nie od dziś wiadomo, że damskie łzy kończą wszelką dyskusję, same zaś łzy są dowodem na niemęskie znęcanie się faceta nad słabą kobietą.
W kwestii wizerunku stawia się często pytanie – marka czy produkt? Jeżeli chcesz być przedmiotem pozbawionym wartości, intelektu i kultury bądź produktem. Swojej partii, urzędu, sytuacji w której funkcjonujesz, własnego lenistwa i słabości.
Wtedy nie pozostanie ci wiele więcej jak splunąć albo zapłakać.
